Spójrz uważnie na te zdjęcia i zastanów się – co tak naprawdę mogło się tutaj wydarzyć?

Zanim jednak wyciągniesz własne wnioski, poznajmy oficjalną wersję wydarzeń. Cofnijmy się do roku 1871. Dokładnie 8 października, około godziny 21:00, w małej oborze należącej do niejakiego Patryka, krowa rzekomo kopnęła lampę naftową. W wyniku tego miało dojść do zapłonu, który wywołał pożar, strawił niemal całe miasto i doprowadził do śmierci setek osób. Była to jedna z największych katastrof XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. Historia ta została rozpowszechniona przez dziennikarza gazety Chicago Republican, który – jak sam później przyznał – dodał jej kolorytu, tworząc legendę o krowie i lampie. Prawdziwa przyczyna pożaru do dziś pozostaje niejasna, a być może nawet celowo pomijana. Warto jednak przyjrzeć się innym faktom. Straż pożarna została poinformowana o wybuchu ognia dopiero około 21:40 – a więc z dużym opóźnieniem. Co się działo w tym czasie? Jakie inne elementy tej historii zostały pominięte?

Choć pożar początkowo był niewielki, strażak dyżurny zbagatelizował pierwsze zgłoszenie. Uznał, że łuna na niebie pochodzi z dopalającego się zgliszcza z dnia poprzedniego, co sugerowałoby, że takie pożary były w tamtym czasie czymś „normalnym”. Co więcej, przez pomyłkę wysłał oddział straży pożarnej… w zupełnie innym kierunku. Zastanówmy się jednak logicznie. W Chicago panują podobne warunki pogodowe jak w Polsce — z przewagą chłodniejszych i wilgotnych dni. 8 października słońce zachodzi tam między 18:00 a 19:00, więc o 21:40 było już całkowicie ciemno. W takich warunkach rozprzestrzeniający się ogień powinien być widoczny z dużej odległości, zwłaszcza z wież obserwacyjnych, które były wyższe niż większość miejskich zabudowań. Jak więc wytłumaczyć tę „pomyłkę”?

Jeszcze mniej przekonujące są opowieści, że pożar tak łatwo się rozprzestrzenił, ponieważ budynki były z drewna. Ta narracja upada już przy pierwszym spojrzeniu na archiwalne fotografie. Widać tam wyraźnie ruiny solidnych, murowanych konstrukcji. Trudno uwierzyć, by drewniane chatki zostawiały po sobie takie resztki. To wszystko każe poważnie się zastanowić — czy rzeczywiście była to seria niefortunnych przypadków? Czy też raczej mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej złożonym — a może nawet celowym?

Wyraźnie widać, że to ruiny z kamienia. Praktycznie brak śladów pożaru. Wszystko wygląda jak po bombardowaniu. Jeśli byłyby zdrewniane, to przy takiej skali pożaru wszystko by spłonęło doszczętnie. Jak zapewne ci wiadomo, kamień się nie pali, a tutaj na wielu fotografiach widać nadal drzewa oraz deski, które powinny zniknąć bez śladu, skoro kamień tak oberwał od ognia. Ewidentnie widać jaka jest prawda. Dziwnym trafem nie brakuje fotografii wykonanych zaraz po katastrofie, ale oczywiście żadnego z momentu pożaru. Tak naprawdę jedyne dowody świadczące o prawdziwości tych wydarzeń to kiepskie obrazy na płótnie. Bardzo dziwne, że nikt z tak ogromnego miasta nie zrobił żadnego zdjęcia. Miej też na uwadze, że nawet według oficjalnej narracji historii aparat fotograficzny wymyślono już 50 lat przed tymi wydarzeniami. A więc śmiało można założyć, że aparat fotograficzny po 50 latach będzie dosyć powszechnym urządzeniem.

Jakimś cudem do naszych czasów nie przetrwało żadne zdjęcie dokumentujące moment pożaru, co jest bardzo wygodne, ale i mocno podejrzane. Równie podejrzane jak to, co widzimy na zdjęciach zrobionych niedługo po katastrofie. Dosłownie całe miasto znikło z powierzchni ziemi. Dla porównania, tak wyglądają budynki po pożarze. Zazwyczaj nie ma okien, płoną elementy drewniane, ale mury stoją całe. Tak wyglądają budynki po zamachu bombowym w Bejerucie. Mimo, że zniszczenia są znaczne, są nieporównywalnie mniejsze od tych z Chicago. A teraz smutny i bliższy naszemu sercu widok naszej stolicy Warszawy oraz fotografie zniszczeń dokonanych podczas II wojny światowej. I te zniszczenia możemy, myślę, przyrównać do zniszczeń z naszego pożaru w Chicago. Co ciekawe pożar w Chicago trwał dwa dni, bombardowanie Warszawy kilka lat. Mimo tego uważam, że zniszczenia pożaru w Chicago były zdecydowanie bardziej destrukcyjne dla miasta.

A w zasadzie byłbym bardziej skłonny przyrównać te zniszczenia po pożarze do ataku atomowego na Hiroshima oraz Nagasaki. z której właśnie widzisz fotografię na przemian z tymi z Chicago. Uważam, że naprawdę ciężko jest znaleźć jakieś różnice, co bardzo dobitnie pokazuje, co tak naprawdę się tam stało, bo to nie tylko nie był pożar, ale również to nie była zwykła wojna jak te dwie następne światowe. Na tych zdjęciach możemy dostrzec jeszcze kilka bardzo ciekawych szczegółów, które są rozwiązaniem zagadki, dlaczego to miasto spotkał taki los, ale do tego wrócimy w dalszej części odcinka. Ale najpierw cofnijmy się trochę w czasie i w przestrzeni, np. tak o 100 lat przed pożarem, w dziki zachód, świat rewolwerowców i pierwszych osadników. o których Hollywood wykreowało nam pewne wyobrażenia. Tak w skrócie, wszyscy poruszali się konno i budowali prowizoryczne zabudowania, saluny i tym podobne.

A tak zwani Indianie, czyli faluszywi, rdzenni mieszkańcy tych ziem żyli jeszcze bardziej prymitywnie w namiotach zwanych Tipi od wielu pokoleń bez zmian i postępu. Bez trudu możemy natknąć się na fotografie, na których widzimy jak plemiona żyją w swoich namiotach, bez trosko, blisko najeźdźcy, w pustym polu, zamiast wykorzystać znajomość oraz ukształtowanie terenu jako naturalnej fortyfikacji, to po prostu śmierdzi ustawką z daleka. Inną sprawą jest, że po całej Ameryce Południowej rozsiane są majestatyczne piramidy Azteków, Majów i Inków i tak dalej. Wszystkie skamienia wskazujące na wysoki rozwój cywilizacyjny, a jednocześnie w Ameryce Północnej nie ma śladu takich budowli. Tylko namioty. Jedyna ocalała piramida powstała w XX wieku. Oczywiście były i takie budowle i na tym kontynencie tylko obecnie po większości nie ma śladu. Przynajmniej oficjalnie. Ale tak naprawdę możemy odnaleźć np. w Colorado w tzw.

Wielkim Kanionie, który jest tylko gruzami wielkiego państwa, miasta. Większość takich budowli zniszczono albo zasypano. Także naprawdę jest ciężko uwierzyć, jakoby w jednej Ameryce były wysoko rozwinięte cywilizacje, a w drugiej przez setki, a jak nie tysiące lat, rdzeni mieszkańcy żyli w namiotach bez jakiegokolwiek rozwoju, co usiłują nam mówić historycy. Jak zapewne pamiętasz, cofnęliśmy się przed chwilą o 100 lat od wielkiego pożaru w Chicago i wyobraź sobie, że jakieś 50 lat za wcześnie, bo dopiero 50 lat później, a więc 50 lat przed tym ogromnym pożarem Chicago wyglądało tak, że było kilka domów oraz parę namiotów. a teren był tak naprawdę jednym ogromnym bagnem, co naturalnie utrudniało i spowolniało zabudowę infrastruktury. Wyobraź sobie, że historycy usiłują nam wmówić, że 38 lat przed wydarzeniami omawianymi dzisiaj Chicago uzyskało status miasta i liczyło dopiero 350 mieszkańców.

A żeby bajeczka była ciekawsza, ziemia podarował im wódz Czarny Jastrząb, bo miał gest i pewnie dość mieszkania w namiotach. a już po dwudziestu paru latach było ich ponad 120 tysięcy więcej. Pomijając już fakt, czy wódz może zmienił zdanie, albo jego poddani może nie byli zadowoleni z oddania ich ziemi i uprzykrzali życie osadników, którzy budowali miasto w niesprzyjającym terenie, pomyśl jakie zaplecze byłoby potrzebne, aby tego dokonać. Aby praktycznie od zera wystartować z budowaniem kanalizacji, dróg i tak majestatycznych zabudowań, jakie pozostawili po sobie, potrzebne były nie tylko kamieniołomy oraz setki zakładów obrabiających kamień, huty, fabryki itd., ale także dziesiątki tysięcy wyspecjalizowanych robotników. Mówimy o 10 kilometrach kwadratowych zabudowań wybudowanych w kilkanaście lat. Takie coś nie jest możliwe obecnie, a co dopiero tak w ponoć prymitywnych czasach, kiedy używano zaprzęgów i koni.

Ale to nie jest koniec absurdów, które serwują nam historycy. Wyobraź sobie, że w 20 lat odbudowano miasto, żeby je zaraz znowu ponownie zniszczyć. I tutaj przechodzimy do mojej ulubionej bajeczki wciskanej nam przez naszego najeźdźce ustami historyków. O tak zwanej światowej ekspozycji w Chicago. Oczywiście to tylko jedno z wielu takich miejsc, które wyglądały równie majestetycznie i znikły w takich samych niejasnych okolicznościach. ale dzisiaj ograniczymy się tylko do Chicago. I to właśnie je widzisz na fotografiach. Po 20 latach po wielkim pożarze nie tylko nie było śladu, ale miasto zachwycało przepychem, którego w obecnych czasach możemy podziwiać już tylko w namiastki, w nielicznych starych miejscach. A to wszystko po ogromnej katastrofie, która zniszczyła doszczętnie całe miasto. Ale największym absurdem jest twierdzenie, że te budynki były tylko tymczasowe i zaraz niedługo po wybudowaniu zostały zdemolowane doszczętnie.

Czy naprawdę jesteś w stanie uwierzyć, że mieszkańcy najpierw przeżywają wielki pożar, czy cokolwiek tam się nie wydarzyło, a następnie po odbudowaniu tak pięknego miasta burzą je, bo to tylko miało być na wystawę? Ludzie tak ślepo wierzą w to, co powie władza i nie zastanawiają się nawet nad tym absurdem. Nie mówimy o kilku budynkach, tylko o całym mieście zapierającym dech w piersiach, pełnym niesamowitych detali. To naprawdę niesamowite, jak pięknie budowali Atlanci. Co ciekawe, mimo że oficjalnie twierdzi się, że USA to kraj protestantów oraz katolików i innych wyznawców Jezusa, to nie znajdziesz tam żadnego nawiązania do Niego lub Jego świty. Zamiast tego jest panteon pogańskich bogów. Tak, te wspaniałe miasto zostało zniszczone po raz drugi. Aga wiedzi wciśnięto bajeczko, pożarze, który znowu nawiedził Chicago. I co najlepsze, po raz kolejny nikomu nie chciało się zrobić fotografii.

Mimo, że fotografów nie brakowało oraz sklepów z aparatami fotograficznymi. I mimo, że może nikt nie miał czasu zrobić żadnego zdjęcia, na szczęście nie zabrakło go malarzom, których obrazy drukowano w gazetach. Ta sytuacja zresztą była bliźniaczo podobna do pożaru 20 lat wcześniej. Ponownie widzimy kamienne gruzy, a nie jak usiłują nam wmówić drewniane miasto i ponownie wszystko wygląda jak po bombardowaniu, a nie jakby sprawił wszystko pożar. Oni doskonale zdają sobie sprawę, że kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą, przynajmniej w oczach tłumu. System już od najmłodszych lat wpaja nam prawdy, które często są wbrew logice. Mimo to ludzie nie zastanawiają się zbyt wiele nad historią oraz religiami, przyjmując wszystko za pewnik. Często najzwyczajniej boją się myśleć inaczej. Wmówiono nam, że Bóg jest wszechmocny i słyszy nasze myśli. Odebrano nam czas, abyśmy przypadkiem nie poświęcali go na dorozmyślania.

Powróćmy jeszcze na chwilę do wielkiego pożaru. Na początku odcinka wspominałem, że można dostrzec na zdjęciach prawdziwy powód zniszczenia tego miasta. W tych ruinach, oprócz lamp, możemy dostrzec słupy z elektrycznością. Pomyśl jeszcze przez moment, jak mogły przetrwać wielki pożar, skoro mury tak mocno od niego ucierpiały. To samo tyczy się drzew. Albo jak pożar potrafił przespkoczyć przez rzekę Mississippi? Jest to coś, czego teoretycznie nie powinno tam być. Nie chodzi tylko o to, że to była inna technologia opierająca się na wolnej energii. Można równie dobrze zapytać skąd tam się wziął prąd w ogóle? To zdecydowanie za wcześnie. Dopiero grubo ponad dekadę po pożarze w Chicago Edison uruchomił pierwszą elektrownię. A więc jakim cudem całe miasto, jak widać, posiadało elektryczność już dużo wcześniej?

A to jest fotografia Kryształowego Pałacu, czyli wystawy światowej w Londynie, która miała miejsce 40 lat przedtem w Chicago. a jakieś 30 przed wynalezieniem żarówki. Jeśli dobrze się przyjrzysz, może zauważysz żarówki, lampy albo ogromne fontanny pompujące jeszcze większe ilości wody, wymagające niemałych pomp, zasilanych znacznymi ilościami energii elektrycznej. Podobnych wystaw nie brakowało w różnym czasie i miejscach. Na pewno mówimy je sobie szerzej w innych odcinkach, ale teraz powróćmy do tej z polskiego miasta w USA. w którym szacuje się, że półtora miliona mieszkańców na dwa i pół ma polskie korzenie, co też jest bardzo interesujące. Równie interesujące, jak oświetlenie użyte chwilę po oficjalnym wynalezieniu żarówki, którego nie powinno tam być jeszcze przez 70 lat, bo dopiero tyle lat później wynaleziono halogeny. Nawet jeśli ktoś by uparcie twierdził, że to są lampy sodowe, to i na nie jest za wcześnie jakieś 30 lat.

Również cała reszta oświetlenia robi niesamowite wrażenie. Zauważ jak mocno świecą się budynki w porównaniu do lamp ulicznych, które są delikatnie, ledwo widoczne. Ogólnie całe miasto robi niesamowite wrażenie zarówno w dzień jak i w nocy. A teraz pomyśl przez chwilę jakie zapotrzebowanie energetyczne musiało mieć tyle światła w czasie gdy elektryczność dopiero raczkowała. Pierwsza elektrownia Edisona dostarczała prąd aż do 50 klientów. o mocy aż 110 W. I jak to się ma do tego, co widzisz na ekranie? A to dopiero kropla w morzu zapotrzebowania na elektryczność. Na pewno kolejnym pożeraczem energii był diabelski młyn. Nie to taki byle jaki, jaki znamy w dzisiejszych czasach, tylko taki, który w jednym wagoniku mieścił kilkadziesiąt pasażerów. A takich wagoników było ponad 40, co pozwalało za jednym razem zabrać 2160 osób. Ogólnie wspaniała, ogromna konstrukcja siegająca 26 piętra.

Ciekawe, który diabelski młyn może obecnie zabrać tyle osób. I waży 2200 ton, czyli 2 miliony 200 tysięcy kilogramów. Same silniki robiły ogromne wrażenie i pewnie równie ogromne miały zapotrzebowanie na prąd. Ale jeszcze bardziej żarłoczny na MRG był pierwszy ruchomy chodnik o długości 760 metrów, który był bardzo szeroki i potrafił zmieścić ponad 6 tysięcy osób jednocześnie. Platforma poruszała się z różnymi prędkościami. Pierwsza linia z prędkością około 5 km na godzinę, po której pasażerowie bez problemu poruszali się pieszo. Natomiast druga linia poruszała się około 10 km na godzinę, ale tylko 5 km szybciej od w stosunku do pierwszej linii. To umożliwiało swobodne i co najważniejsze bezpieczne poruszanie się po tym chodniku. Na platformie w różnych miejscach rozłożone były również miejsca siedzące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *